![]() |
|
POWRÓT
Oyama uczony był przez najlepszych mistrzów karate. W 1948 roku udaje się na górę Kiyosumi w prowincji Diba, aby tam doprowadzić swą technikę do perfekcji i określić swoją drogę karate. Po powrocie z gór Oyama, jako jedyny w historii karateka decyduje się na walkę z bykiem, szukając w niej granic możliwości człowieka. Kyoku-shin (ekstremum prawdy) tak nazwie swoje pierwsze otwarte Dojo Oyamy w Japonii, a w 1962 nadaje pierwszych 20 czarnych pasów. Aktualnie Międzynarodowa Organizacja Kyokushin, bazująca na nośnej idei uniwersalnego karate, jest najbardziej dynamiczną i liczną organizacją karate na świecie. Masutatsu Oyama w swoim kraju nazywany jest "Ostatnim Samurajem", u nas człowiekiem wyjątkowym i oddanym tylko karate. Stworzył system doskonalenia się duchowo i psychicznie poprzez ciężkie ćwiczenia fizyczne. Posiadał wielką siłę ciała i umysłu. Pokonywał wielu mistrzów walki, wszystko opierało się jedynie na ciężkiej pracy nad sobą. Masutatsu Oyama twierdzi że w "Kyokushin nie ma żadnego mistycyzmu". O sobie mówił "Jestem bugeisha... Zacząłem żyć dla karate i sądzę, że umrę dla Karate"... Pochowany jest na górze Mitsumine w Japonii, gdzie raz do roku odbywa się obóz zimowy z najtwardszymi z całego świata karatekami. Obóz jest jednym z najtrudniejszych i przetrwać go mogą jedynie najlepsi. Jednym, który spróbował pokonać trudy 3 dniowych wzmagań jest trener Gdańskiego Klubu Kyokushin Karate, który posiada 3 dan. Zanim przystąpił do obozu, bacznie obserwował Mistrzostwa Świata, które odbywają się co 4 lata w Japonii. W dniach 4-6 stycznia 2000 roku, 120 karateków rozpoczęło obóz, który prowadził kancho Shokei Matsui (dyrektor Światowej Organizacji Kyokushin), który posiada 8 dan. Przed rozpoczęciem wielogodzinnego treningu wszyscy udali się pod pomnik sosai Mas. Oyamy by oddać cześć jego pamięci. Ceremonia odbywała się w tradycyjny japoński sposób (dwa ukłony, dwa klaśnięcia w dłonie i ponownie jeden ukłon). Nadszedł pierwszy dzień. Dwie godziny ciężkiego i wyczerpującego treningu w dojo. Aż brakuje słów by wyrazić ogrom zmęczenia jaki panował wśród uczestników obozu, niektórym nie udało się wyjść z dojo o własnych siłach! Prowadzący trening kancho Matsui mówił jak ważne jest prawidłowe opanowanie kihon, ido keiko i kata, aby wykorzystać to w walce, co robić aby technika była mocniejsza i szybsza. Kancho podkreśla jak ważna jest postawa, utrzymanie równowagi i kontrola dystansu. Wieczór odbył się na spotkaniu z kancho i rozmowie o mistrzostwach świata i organizacji Kyokushin. Następny dzień był równie wytrzymałościowy i wyczerpujący. O godzinie 630 poranny trening przed klasztorem w temperaturze 0 stopni. Jedynie promienie wschodzącego słońca dodawały siły i odwagi przed kolejnymi trudami. Na zakończenie bieg dookoła klasztoru z okrzykiem "Hai-To" i siad w pozycji seiza przez około 30 minut. Była to ceremonia Norito - odprawiana przez mnichów shinto (tak nazywa się religia w Japonii). Tego samego dnia o godz. 1300 rozpoczął się kolejny bieg - 22 kilometrowy. 11 kilometrów w dół i 11 w górę. Żeby nie było za łatwo nachylenie terenu było ok. 45-ciu stopni (95% dystansu). Jak zapewnia sensei Bogdan Jeremicz był to potworny wysiłek, pomimo tego zajął 40-te miejsce! a około 40-tu osób nie ukończyło biegu, a zwyciężył jeden z "uhi-deshi" w czasie 1 godziny 21 minut !!! Wieczór skończył się na Sayonara, pożegnalnej kolacji. Obozu czas dobiegał już końca. Trzeci dzień rozpoczął się porannym biegiem i również ceremonią Norito z jednak różnicą, że wiele osób miało problem żeby wstać i utrzymać się na nogach. Ostatnim punktem obozu był trening pod wodospadem, gdzie sosai Masutatsu Oyama przychodził, aby medytować w czasie swojego 1,5 rocznego samotnego treningu. Sensei Bogdan Jeremicz przekonuje, że atmosfera klasztoru Mitsumine, jak i świadomość tego, że w tym miejscu rodził się Kyokushin, pozostawia w każdym niezapomniane wrażenia.
Paweł Wojciechowski
|
| Copyright © 2000 shark art. |